Tuesday, June 22, 2010

Niemiec.....

Sytuacja wogóle była zabawna, bo Domi przez O. w koncu do mnie dotarła, zeby stawic pytanie, ze czy w dobrze znanim bratowym miejscu jest impreza w poniedziałki? Bo ma jakies kolezki tam, a oni by chcieli isc, bo impreza na "licznympolu" sie nie do konca podobało...
oczywiscie ze przyszlismy na miejsce, zeby w koncu poogladac osobników.... a okazał sie ze kolezanka od sasiadów przyjechała, K. jest bardzo fajna współpracowniczką zreszta wiec sie cieszilismy jakby: podwójne poniewaz osobniki okazali sie całkiem do rzeczy....
A zwłascia wyzszy..... to juz dziwne było ze nie chciał zebym poszedł do domu, no ale OK, w koncu było tylko ok. 11.-ej. No i poszlismy do baru i zostalismy tam przez prawie godzine, podczas której stawił mi dwie drinki... (mi, nikt, nigdy 2 driny nie postawił...)...a moze po prostu chciał sie pochwalic przed "biednym" wschodnioeuropejczykiem....;) a rozmowa wywiazywała sie bardzo fajne. A potem byli jakies tam delikatne znaki - dawno miałem do czynienia z takimi......i był tak przyjemnie.... hmm....całkiem o takich rzeczach zapomniano.
No i wyszlismy ok. 1.-ej, odprowadziłem ich do domu (było jakies dwa ulice dalej....) i podczas spaceru "mimochodnych" dotyków - oraz wyzytówka, która w jakis tajemnyczy sposób sie znalazła w moim dłonie.
No i pozegnanie na koniec.... zniknął wiec w bramie....a ja do poszedłem sobie....bez słowa.... a moze trzeba było? (skoro dzis juz jechali do domu....)

A dzis rano, marnowany przyszedłem do biura.... i telefon od Domi, ze Ona nie wie o co kam'on, ale dostała sms-a o 1:30 ze ma mi przekazac numer pewnego pana....
czyli on muszał pogadac z K. zeby ona pogdała z Domi, zeby mi Domi dała numer....
czy to mozna uznac za determinacje???

(tak, jest daleko.... w Zurichu....)

Na razie napiszałem, i odpiszał..... :)

No comments: