Thursday, November 27, 2008

Wpis kilkimieseczny zborowy

No, i znów jestem.....przyznaje nie koniecznie z własniej woli.... tak, na prawde, Ola mi namówiła na kontynuacje.....inaczej pewnie bym znów go (bloga) zostawił na jakies 2 lata.
Otóz, co sie stało i dzieje po maju.

Czerwiec....
Spokój i cisza z egzaminami, bez zadnych (zreszta zbiednych) facetów (nie liczac R.) i praca.

Lipiec....
Goraco, pobyt w domu z rozdawaniem dyplomu mojej siostry i rozpieszczanie mojej matki, troche teatr, troche przyjaciół w Bp.

Serpien....
Te 5 dni wakacje w Gdyni u Adama (z przedziwnimi przygodami im. M. ...), pobyt zbnów w domu - grill-party dla siostry, z rodzina, fajnie było, a potem bieganie po Wegrzech.
A w koncu.... D. .... :)

Wrzesien-Pazdziernik....
Cały ten czas najwazniejszy to D..... nadzieje mocno zwazane....
Poza tym, praca, wyjazd słuzbowy....:), i poprawnienie wyników z UJ, to juz mniej zabawne, a pod koniec pobyt Mamy w KRK.

Listopad....
Na poczatku koniec (nie z dobrej woli) z D. ... nadal "shokk", ale trzymanie kontaktów z Danielem, przynajmniej tyle dobrze...

No comments: