Saturday, July 24, 2010

Save the man'!



Itthon vagyok

s még mindig imádom a várost...

i nadal kocham miasta....

and I still in lovith the city...

Szeged by Warhol....
(really, He was there at the summer of 1956....)




and by night:

Suncane skale...

Még mindig nyár....

Still summer....

és a szerelem sem hiba....:)


Lana - Ljubav nije greška

Film.....

Jak zwykle do ogladania:

Mint mindig, megnézni:

As usual, to watch:


DO COMEÇO AO FIM

Friday, July 16, 2010

Gra Anioła/Angyaljáték

Carlos Ruiz Zafón - Gra Anioła

" Zawiść jest religią przeciętniaków. Umacnia ich, łagodzi gryzące niepokoje, a wreszcie przeżera duszę i pozwala usprawedliwiać nikczemność i zazdrość do tego stopnia, i˙zaczynają je uważać za cnoty, przekonani, że bramy raju staną otworem tylko przed takimi jak oni - kreatury, po których zostają jedynie żałosne próby pomniejszania zasług innych i wykluczenia albo, jeśli to możliwe, zniszczenia tych, którzy samym swoim istnieniem i byciem tym, kim są, obnażają ubóstwo ich ducha, umysłu i charakteru. Błosławiony ten, którego obszczekują kretyni, bo nie do nich należeć będzie jego dusza."


" Wszystkie pieniądze są brudne. Gdyby były czyste, nikt by ich nie chciał."

Thursday, July 15, 2010

Post `Gdańsk`

No i wziałem zlecenie, bo duzo pieniedzy..... tak duzo ze bedzie stac na kanape, dywany, impreze i troche na wczasy (dentysty....)
i jestem w Gdansku, podroz to cos strasznego samochodem z krakowa.... boze..... ale refleksje mi pusciły....:
bardzo dawno ostatno myslałem ze Krakow to całkiem fajne miasto - szczegolnie wczesnie rano
bardzo dawno myslałem ze lubie mieszkac w Kraku - a tak jest jednak....
bardzo dawno myslałem ostatno ze Polska to piekny kraj - a jest - szczegolnie te laki w Kujawy
- " - ze lubie PKP
- " - ze zamierzam sie przemiescic wyłacznie pociagami, szczegolnie I. klasa (nie! cena mi nie obchodzi)
- no i bardzo dawno zrobiłem cos wywałcznie dla pieniedzy - mam zdecydowanie wrazenie, ze moje pozne dzecinstwo sie kłania - i to ze nienawidze pustego konta bankowego.
- i ze mam szczescie, ogromna i niesamowita, bo w tej podroze tez na mnie czekaja dobrzi ludzie.....

Jutro odwiedzam Gdynie, i Pania Magde......
pierwszy raz bez A.....

Tuesday, July 13, 2010

Na dachu, kinowo.....

Kina, kina, kina.....

Wczoraj i pod baranami, i na dachu pod gwiazdami....

zagubienie w miłsci i Annie Hall

Mozi, mozi, mozi.....

Tegnap a kosok alatt meg a tetőn csillagok alatt.....

Elveszve a szerelemben és Annie Hall

Cudnie/Csodálatosan

:)

Sunday, July 11, 2010

The cutting edge

The best ice-film ever....;)
Yes, I've just watched again.... :)

Trailer:



Ending: ;))

Saturday, July 10, 2010

Dziennik weekendowy/Hétvégi napló

Dziennik weekendowy:

Niewiadomo od kiedy pierwszy "spokojny" weekend. Czyli jestem w miescie, jest lato i mam umiarkowanie duzo do roboty. A miałem byc w Budapescie na spotkaniu Eurowizijskim....
Mam gosci - co prawda juz miałem, ale wtedy jeszcze nie było mebli, a dzis juz sa, i jeszcze przyjedzie szafa i półki od Anki. Nigdy nie przypusciałem ze mozna pragniec!! szafe..... a mozna.... bo pragne juz pozbyc worki i bezładu (ech....delikatnie mówiac...) z pokoju.
Anka i Inda, fajnie ze przyjedziaja i taktuja miejsce jako baza..... takie przyjemne uczucia - choc czasem zastanawiam nad tym, cy nie "daje" za duzo z siebie. Na razie uwazam ze nie, i ze tak byc powinnien - nie wiem, ze czy to kiedys wogóle sie odmieni - poniewaz to mam z domu, gdzie zawsze gosci było i zawsze to było swieto. Poza tym wtedy nie jestem sam.... a na razie bez rutiny, troche samotnie w nowym domu - czy Ja wiem? samotnosc? hmm.... ale chyba po prostu bardzej odczuwam. Co moze byc dobrze, bo moze co zrobie w koncu z tym fantem....:)
A gosci i tak spodziewam jeszcze, bo w sierpniu maja przyjechac z 5 najwazniejszych az 3!
P., Ren i Pöttöm - juz czekam.

Porządkuje (sie) i słucham portugalskie piosenki.

Hétvégi napló:

Régóta az első nyugalmas hétvége. Azaz a városban vagyok, nyár van és nincs nagyon sok dolgom. Pedig Pesten kéne lennem az ESC-es talin.
Vendégeim vannak - persze voltak már, de akkor még nem voltak bútorok, ma már vannak és ráadásul megjön a szekrény és a polcok Ankatól - sohasem gondoltam volna hogy lehet sóvárogni egy szekrény után..... pedig lehet..... sóvárgok a kék szemeteszsákjaim kiürítése és a kupi megszüntetése után.
Anka és Inda, jó hogy jönnek és a lakást egyfajta bázisnak tekintik..... ez olyan kellemes érzés. Habár időnként azon töprengek hogy nem "adok-e" túl sokat? Egyenlőre úgy gondolom hogy nem, és nem tudom hogy ez valaha is megváltozik-e - merthogy ezt otthonról hozom, ahol mindig is voltak vendégek és az mindig egyfajta ünnep volt. Azonkívül akkor nem vagyok egyedül - mert még napi rutin nélkül az új helyen kissé magányosnak érzem magam. Tudom is ÉN? Magány? .....egyszerűen csak jobban érzékelhető... Ami még jól is jöhet, mert talán akkor kezdek ezzel a helyzettel valamit végül.... :)
Vendégeket meg várok úgyis. Augusztusban az 5 legfontosabb otthoni emberből elvileg 3!! érkezik.
P., Ren és Pöttöm - vágyom hogy itt legyenek...

Rendezgetek és portugál dalokat hallgatok.


Dulce - Lusitana paixăo

Friday, July 09, 2010

Emberek vagyunk...

“Amíg élünk, egy ponttal kevesebbet érünk. Van bennünk valami tökéletlen, valami elnagyolt és kissé nevetséges is. Nyilván az, hogy emberek vagyunk. Ez a mínusz bennünk. De mihelyst meghalunk, rögtön értékesebbek leszünk néhány pontegységgel. Egyszerre kiderült, hogy van bennünk valami fenséges és pótolhatatlan. Nyilván az, hogy emberek voltunk.”

Márai Sándor

Wednesday, July 07, 2010

Tuesday, July 06, 2010

Doris

I wreszcie wydała drugiego singla......

Mert végre kijött a második kislemez....

Odlično.....:)))


Doris Teur - Mjesec

Mozi/Film/Kino

Wstrząsająco-wzruszający.....

Megrázó.....

Prosze, ogladać!

Tessék, megnézni!



Eyes Wide Open - Oczy szeroko otwarte - Tágra nyílt szemek

Monday, July 05, 2010

Premiera......

Moja mala premiera.....
Nowa szata, nowy internet, nowe mieszkanie....

Az Én kis premierem....
Új szablon, új internet, új lakás....

Thursday, June 24, 2010

Entertain you....

..... Seal and Heidi!!

The IKEA List

Bo stworzyłem sobie liste zakupów na stronie Ikei.... i naprawde tylko niezbedne! rzeczy sa.... a całkowita suma wynosi 1565 zł.... (co jest połową mojej pensji, a druga połowa to opłaty za mieszkanie....)
ale jestem współczesny w duchu konsumpcji i mysle o racie.... ;) (wbrew rady mojej babki...)

Merthogy csináltam egy bevásárlólistát az IKEA honlapján..... és a "nem-tudok-élni-nélküle" kategóriát veszem csak, tényleg!!
a végösszeg: 1565 zł (ami ugye a fizum fele és tekintve hogy a másik fele a lakás bérleti díja.....)
haladok a korral - nagymamám tanácsai ellenére - a fogyasztás szellemében - és részletfizetésre/hitelre gondolok.... ;)



Wednesday, June 23, 2010

Pictures of home

A lakás, egyenlőre még bútorok nélkül....
The flat, without any furnitures yet....
Mieszkanie, na razie bez mebli....



Tuesday, June 22, 2010

Niemiec.....

Sytuacja wogóle była zabawna, bo Domi przez O. w koncu do mnie dotarła, zeby stawic pytanie, ze czy w dobrze znanim bratowym miejscu jest impreza w poniedziałki? Bo ma jakies kolezki tam, a oni by chcieli isc, bo impreza na "licznympolu" sie nie do konca podobało...
oczywiscie ze przyszlismy na miejsce, zeby w koncu poogladac osobników.... a okazał sie ze kolezanka od sasiadów przyjechała, K. jest bardzo fajna współpracowniczką zreszta wiec sie cieszilismy jakby: podwójne poniewaz osobniki okazali sie całkiem do rzeczy....
A zwłascia wyzszy..... to juz dziwne było ze nie chciał zebym poszedł do domu, no ale OK, w koncu było tylko ok. 11.-ej. No i poszlismy do baru i zostalismy tam przez prawie godzine, podczas której stawił mi dwie drinki... (mi, nikt, nigdy 2 driny nie postawił...)...a moze po prostu chciał sie pochwalic przed "biednym" wschodnioeuropejczykiem....;) a rozmowa wywiazywała sie bardzo fajne. A potem byli jakies tam delikatne znaki - dawno miałem do czynienia z takimi......i był tak przyjemnie.... hmm....całkiem o takich rzeczach zapomniano.
No i wyszlismy ok. 1.-ej, odprowadziłem ich do domu (było jakies dwa ulice dalej....) i podczas spaceru "mimochodnych" dotyków - oraz wyzytówka, która w jakis tajemnyczy sposób sie znalazła w moim dłonie.
No i pozegnanie na koniec.... zniknął wiec w bramie....a ja do poszedłem sobie....bez słowa.... a moze trzeba było? (skoro dzis juz jechali do domu....)

A dzis rano, marnowany przyszedłem do biura.... i telefon od Domi, ze Ona nie wie o co kam'on, ale dostała sms-a o 1:30 ze ma mi przekazac numer pewnego pana....
czyli on muszał pogadac z K. zeby ona pogdała z Domi, zeby mi Domi dała numer....
czy to mozna uznac za determinacje???

(tak, jest daleko.... w Zurichu....)

Na razie napiszałem, i odpiszał..... :)

Sunday, June 20, 2010

Weekendowo.../Hétvégvégésen...

Elköltöztem. El, ÉN. Ezuton is köszönet Dominak, Oláknak meg Marcinak - akik nélkül ez nem jöhetett volna létre. Ugyhogy most minden vagyonom kék, 120 literes szemeteszákokban várja a szebb napokat (értsd: A bútorok megjövetelét....).
Matracom már van - azon alszom. Imáron két napja - Kázmérvárosi lakosként.
Totális új élet filingem van - mintha csak most kezdődne....
És annyira szeretnék tanulni a hibáimból.....

(jah, és techniakai info hogy még nincs netem.... :( )

Przeprowadziłem się. Ja, tam. tu tez podziekuje Domi, Ol i Marciemu - bez których, to niemogł by dojsc do skutku. Wiec teraz cały mój dobítek zyciowy jest w błekitnych, 120-litrowych workach na smiecie - czekajac na lepsze dni (roz.: Na dnie przyjazdu mebli...).
Materaca juz posiadam - spie na nim, od dwóch dni juz jako mieszkaniec miasta Kazimierza.
Czje sie jakby wszystko by teraz zaczeło.....
I tak bardzo bym chciał nauczyc sie z błedów moich.....

(aha, techniczne info: nie mam jeszcze neta....)

Friday, June 18, 2010